start


Tag #tvpiscodzienny na portalu Wykop.pl

Codzienna dawka skrótów wiadomości TvPiS w sarkastyczno-ironicznym stylu. Tag powstał w celu wytykania braku obiektywizmu obecnej Telewizji Publicznej.


Od Admina:

Ta strona powstała, aby zachować dla potomności wartościowe wpisy użytkownika jaxonxst z serwisu Wykop

Wszystkie ilustracje powstały przy użyciu generatora pasków https://pasek-tvpis.pl/

Materiały video udostępnione na zasadzie dozwolonego cytatu ze względu na prezentowaną krytykę głównego programu informacyjnego telewizji publicznej.

Ustawa z dnia 4.02.1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych: Art. 29. Wolno przytaczać w utworach stanowiących samoistną całość urywki rozpowszechnionych utworów oraz rozpowszechnione utwory plastyczne, utwory fotograficzne lub drobne utwory w całości, w zakresie uzasadnionym celami cytatu, takimi jak wyjaśnianie, polemika, analiza krytyczna lub naukowa, nauczanie lub prawami gatunku twórczości.

Wszystkie materiały video pochodzą z oficjalnej strony nadawcy http://tvp.info. Poszczególni twórcy wymienieni są z imienia i nazwiska w materiałach.

Ustawa z dnia 4.02.1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych: Art. 34. Można korzystać z utworów w granicach dozwolonego użytku pod warunkiem wymienienia imienia i nazwiska twórcy oraz źródła. Podanie twórcy i źródła powinno uwzględniać istniejące możliwości. Twórcy nie przysługuje prawo do wynagrodzenia, chyba że ustawa stanowi inaczej.


Od jaxonxst:

Tag #tvpiscodzienny powstał w celu wytykania propagandy. Dożyliśmy czasów, gdzie media rządowe stosują Goebbelsowskie metody manipulacji informacjami. Tag jest prowadzony 4fun, w trochę poważnym, ale też humorystycznym stylu.

Co miesiąc Mirki głosują nad materiałami miesiąca (Platynowe Goebbelsy).

Nie jestem żadnym trollem. Studiuję dziennikarstwo i jestem zaniepokojony skalą manipulacji w mediach rządowych. Piszę jednocześnie oglądając wydania, więc może się zdarzyć jakieś pominięcie. Nie każdego dnia będę miał możliwość wrzucania skrótów, różnie w życiu bywa z dostępnym czasem.


Autor treści skopiowanych z Wykopu: Adrian Kleć (jaxonxst)

Twitter

Instagram

Ask


KRRIT - Status, zadania i finansowanie nadawców publicznych

Zgodnie z art.21 ust.1 ustawy o radiofonii i telewizji, publiczna radiofonia i telewizja realizuje misję publiczną, oferując na zasadach określonych w ww. ustawie, całemu społeczeństwu i poszczególnym jego częściom, zróżnicowane programy i inne usługi w zakresie informacji, publicystyki, kultury, rozrywki, edukacji i sportu, cechujące się pluralizmem, bezstronnością, wyważeniem i niezależnością oraz innowacyjnością, wysoką jakością i integralnością przekazu.


Co to Goebbels?: To ,,nagroda„ dla wyjątkowo propagandowych materiałów.

Wiki: Paul Joseph Goebbels (ur. 29 października 1897 w Rheydt, zm. 1 maja 1945 w Berlinie) – niemiecki polityk, minister propagandy i oświecenia publicznego w rządzie Adolfa Hitlera (jeden z jego najbliższych współpracowników i doradców), członek ścisłego kierownictwa partii narodowosocjalistycznej (gauleiter Berlina), w ostatnich dniach życia kanclerz Rzeszy, zbrodniarz wojenny.

Po przejęciu władzy przez Hitlera w 1933 roku Goebbels objął urząd ministra propagandy, oświecenia publicznego i informacji. Był znakomitym polemistą i mówcą. Odegrał znaczącą rolę w upowszechnianiu ideologii nazistowskiej oraz tworzeniu i umacnianiu państwa totalitarnego poprzez prowokacje, kłamstwa, parady i starannie wyreżyserowane wiece. Kreował Hitlera na wodza i umiejętnie podsycał wokół niego kult jednostki. W tym celu posługiwał się radiem i filmem, a monopolowi informacji zawdzięczał możliwość dowolnego kształtowania nastroju społecznego.

Cytaty:

  • Absolutnym prawem państwa jest nadzorowanie kształtowania się opinii publicznej.
  • Kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą.
  • Im większe kłamstwo, tym ludzie łatwiej w nie uwierzą.
  • Jeśli zdobędziemy władzę, nie oddamy jej już nigdy, chyba że zostaniemy wyniesieni z naszych gabinetów jako trupy.
  • Zwykła propaganda ma niewiele wspólnego z obiektywizmem i jeszcze mniej z prawdą.

„Goebbels stanu wojennego” - historia Jerzego Urbana

17 sierpnia 1981 r. ogłoszono nominację Urbana na stanowisko rzecznika prasowego rządu. Wzbudziła ona duże kontrowersje. Przeciwko nominacji protestował prymas Polski Józef Glemp. Bezskutecznie. Władze potrzebowały jednak dobrego fachowca od propagandy. Początkowo jego konferencje prasowe odbywały się nieregularnie. Jednak po 13 grudnia 1981 r. we wtorkowy wieczór (w najlepszym czasie antenowym) w TVP można było obejrzeć potyczki „samotnego” rzecznika z dziennikarzami zachodnimi (oglądalność dochodziła nawet do 60 proc.). Oczywiście były starannie wyreżyserowanym spektaklem propagandowym przeznaczonym głównie dla widza krajowego. Przed każdą z nich w Biurze Prasowym Rządu przygotowywano wykaz najbardziej prawdopodobnych pytań. Zbierano z resortów potrzebne dane i starannie redagowano odpowiedzi. Urban wykorzystywał też dyspozycyjnych dziennikarzy krajowych do zadawania pytań, na których mu szczególnie zależało.

W ciągu kilku miesięcy ten wcześniej ceniony publicysta „Polityki” i felietonista „Kulis” stał się jedną z najbardziej znienawidzonych osób w PRL. Solidnie na to zapracował. Brutalnie atakował, opluwał aresztowanych działaczy opozycji. Potrafił w odpowiedzi na pytanie dotyczące sankcji gospodarczych wobec PRL stwierdzić, że… rząd się wyżywi czy oferować bezdomnym w Nowym Jorku śpiwory w reakcji na akcję pomocy żywnościowej dla represjonowanych członków „Solidarności”.

Jego rola nie ograniczała się do przekazywania stanowiska władz. Stał się głównym kreatorem polityki propagandowej władz, wyręczając w tym względzie Wydział Propagandy KC PZPR. Przy okazji każdego ważniejszego wydarzenia Urban przedstawiał propozycje działań propagandowych. W maju 1984 r. przed procesem po śmierci Grzegorza Przemyka proponował m.in. w pełni kontrolowany przez władze dostęp do rozprawy dziennikarzy zagranicznych: „Fragmenty procesu, którym nie chcemy nadawać rozgłosu obsadzone będą przez specyficznie dobranych dziennikarzy (np. Chińczyk, Hindus) albo w ogóle nie będzie na nie zaproszeń”. To właśnie jego chwalił po pogrzebie ks. Jerzego Popiełuszki I sekretarz KC PZPR Wojciech Jaruzelski za ofensywę propagandową przeciwko zamordowanemu kapłanowi.


Prasa

2020-07-06 Gazeta Wyborcza

TVP to nie prymitywna propagandowa cepologia, tylko wyrafinowana metoda służąca praniu mózgów widzów.
Metoda primingu - czyli torowania - jest jedną z kluczowych metod psychologicznych stosowanych w reklamie. Jest także wykorzystywana przez służby specjalne do prania mózgu. A także przez „Wiadomości”
Metoda polega na sprzężeniu sensorycznym, łączeniu zbitek pojęciowych. U człowieka, który poddany jest presji primingu, chodzi o wywołanie jednoznacznych skojarzeń, tak aby torować myślenie. A przez wywołanie takich skojarzeń kształtuje się myślenie. Ktoś, kto by uważał, że „Wiadomości” TVP są prymitywną propagandową cepologią, myli się bardzo głęboko. To wyrafinowana metoda służąca praniu mózgów widzów, być może załoga funkcjonariuszy stacji jest wspierana przez specjalistów z branży psychologicznej.
Spójrzmy na wydanie „Wiadomości” z poniedziałku.
Na jednym z pierwszych dłuższych ujęć prezydent Andrzej Duda całuje swoją żonę Agatę Kornhauser-Dudę – czyli prezydent zachowuje się heteronormatywnie. Co w takim razie z Rafałem Trzaskowskim? „Wiadomości” TVP od dłuższego czasu ignorują istnienie żony kontrkandydata Rafała Trzaskowskiego i jego dwójki dzieci.
W poniedziałkowym wydaniu „Wiadomości” TVP Trzaskowski pokazany jest na Paradzie Równości i po raz kolejny mówi, że jest jak na PO liberalny. Na zdjęciu występuje z Pawłem Rabiejem. Co więcej: realizuje plan Rabieja – czyli wprowadzenia małżeństw homoseksualnych z prawem do adopcji. To, że jego plakaty są niszczone wpisem „pedał”, nie jest więc dziełem przypadku. To ciężka praca „Wiadomości”.
Na koniec grafika: Rafał Trzaskowski, a obok niego małżeństwa homoseksualne i adopcja dzieci.
Czego zaś chce prezydent Andrzej Duda? On wprowadza do konstytucji zapis uniemożliwiający adopcję dzieci. „Wiadomości” TVP ignorują fakt, że podpisany zapis jest zaledwie projektem, który ma niewielkie szanse na przejście w Sejmie, jest on wewnętrznie sprzeczny, a miejscami komiczny. Główny przekaz brzmi: prezydent Duda uratował polskie dzieci przed gejami. A jak udowadnia Jacek Karnowski: na zachodzie geje dzieci porywają.
Debata prezydencka. „Zwykli Polacy” i „ekspert”
Z Andrzejem Dudą ma się kojarzyć „fenomenalny wzrost gospodarczy”, przetrwanie pandemii koronawirusa, szansa na dalszy rozwój Polski i dogonienie Zachodu.
W sprawie debaty w Końskich, którą organizuje TVP po kompromitacji, jaką była pierwsza debata, „Wiadomości” oświadczają, że jest to pierwsza prawdziwa debata. Nie wspominają o debacie TVN, Onetu i Wirtualnej Polski, w której Andrzej Duda nie chciał wziąć udziału.
Pytania w Końskich - jak przypominają pracownicy TVP - mają zadawać nie dziennikarze, ale zwykli Polacy, nie można uciekać od zwykłych ludzi, od zwykłych pytań – mówi Michał Adamczyk, który kompromitował się w poprzedniej debacie, zadając pytania przygotowane przez sztab PiS.
„Wiadomości” pokazują, co „zwykli Polacy” sądzą o Trzaskowskim: według nich to „tchórz”, „boi się pytań” „traktuje Końskie jak bydło”. A dodatkowo z wyżyn nauki ten pogląd umacniają dyżurni eksperci TVP z Norbertem Maliszewskim – pracującym dla rządu PiS.
Prezydenta Andrzeja Dudę atakują też niemieckie media, które dążą do tego, by wybrany został Rafał Trzaskowski. Na początku tej sekwencji pokazana jest zresztą „Wyborcza”, która nie ma nic wspólnego z niemieckim kapitałem, i spółka outdoorowa AMS (w Warszawie na nośnikach AMS wiszą banery Andrzeja Dudy. Trzaskowski nie będzie chciał niemieckich reparacji (kto je widział), ale będzie chciał zaspokoić żydowskie roszczenia.
Duda to rodzina, miłość, żona, patriotyzm, rozwój, odwaga, bezpieczeństwo i sprzeciw wobec Niemiec i Żydów
Trzaskowski to geje, tchórzliwość, krętactwo, nienawiść do Polaków, podległość Niemcom i Żydom. Pogardza też Polakami z małych miasteczek jak Końskie.
To wszystko powtarzane jest w takich samych ujęciach, w tych samych komentarzach, w tych samych cytatach - jak w transie, niczym mantra.
„Wiadomościom” TVP powinni się przyjrzeć nie dziennikarze czy specjaliści mediów, ale psychologowie i określić niebezpieczeństwo, jakie ze sobą niosą dla umysłów i emocji polskiego społeczeństwa. Jeśli jeszcze jakiś czas będzie trwało to pranie mózgu, ludzie rzucą się sobie do gardeł.


2020-07-06 Onet

Rada Etyki Mediów: „Wiadomości” TVP1 w kampanii są narzędziem propagandy PiS

Rada Etyki Mediów opublikowała odpowiedź na skargę jednego z widzów, który domagał się ukarania stacji za wyemitowanie stronniczego materiału, chwalącego prezydenta Andrzeja Dudę. W oświadczeniu czytamy, że „nie jest to pierwsza skarga na materiały TVP” oraz że „Wiadomości” są „narzędziem propagandy PiS nakierowanej na promocję Andrzeja Dudy”.

Jeden z widzów złożył skargę do Rady Etyki Mediów po tym, jak obejrzał wyemitowany 24 czerwca na TVP1 materiał „Przedwyborcza mobilizacja”. Nagranie miało opisywać działania kandydatów na prezydenta, ale koncentrowało się na jednym - obecnym prezydencie Andrzeju Dudzie. Składający skargę zarzucił autorowi materiału Maciejowi Sawickiemu „brak słowa o innych kandydatach, brak równoważących słów krytyki, wyraźną stronniczość i pochwałę Prezydenta”. Dodał też, że w „Wiadomościach” zaobserwował „budowanie podniosłego napięcia, muzykę, sposób wypowiadania się, dobór materiałów budujący jednoznacznie pozytywny wizerunek kandydata”.

Odpowiedział mu Andrzej Krajewski, członek Rady Etyki Mediów. Przyznał, że nie jest to pierwsza skarga na TVP i „Wiadomości” podczas trwającej kampanii wyborczej. „17 czerwca Rada Etyki Mediów wydała oświadczenie w sprawie antysemickich materiałów »Wiadomości« TVP, a 16 czerwca - w sprawie debaty prezydenckiej tego nadawcy, podzielając zdanie skarżących. Nie inaczej jest w obecnym przypadku”.

Krajewski dodał, że materiał „Przedwyborcza mobilizacja”, jak i większość innych materiałów „Wiadomości”, łamie zasady Karty Etycznej Mediów, a także „Zasady Etyki Dziennikarskiej w Telewizji Polskiej S.A”. W swojej odpowiedzi na skargę, członek REM dodaje: „»Wiadomości« TVP1 w prezydenckiej kampanii wyborczej są wyłącznie narzędziem propagandy PiS nakierowanej na promocję Andrzeja Dudy i zohydzanie jego przeciwnika. Świadczą o tym same tytuły materiałów »Wiadomości«”, po czym wymienia kilka z nich: „Solidarność: głosujcie na prezydenta Dudę”, „Plan Dudy: szybki rozwój Polski” oraz: „Trzaskowski pozwoli ograbić Polaków?”, „Mamy dość hipokryzji Trzaskowskiego”.

„Rada Etyki Mediów nie może ukarać TVP za emisję skarżonego materiału, co postuluje Pan w swojej skardze. Możemy jedynie podać do publicznej wiadomości, że w pełni podzielamy Pańską negatywną ocenę TVP. Jedyną instytucją, która może zwrócić uwagę temu nadawcy (ale nie go ukarać) jest Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji” - przypomniał Krajewski w swojej odpowiedzi.


2020-07-08 WP

Analiza ekspertów „Wiadomości”. Upolitycznione TVP mówi jednym głosem

Analiza ekspertów „Wiadomości”. Upolitycznione TVP mówi jednym głosem Nie jest tajemnicą, że od kilku lat wśród specjalistów wypowiadających się dla „Wiadomości”, prym wiodą ci pozytywnie nastawieni do partii rządzącej. Sprawdzono, kto pojawiał się w wieczornym paśmie najczęściej w czerwcu.

Na zlecenie magazynu „Press” Press-Service Monitoring Mediów przeprowadził analizę czerwcowych „Wiadomości”. Wynika z niego, że najczęściej pojawiającym się w programie ekspertem był Tomasz Sakiewicz, który wypowiadał się 15 razy (173 sekundy). Nieco dłużej (o 4 sekundy) trwały natomiast komentarze Adriana Stankowskiego, który był jednak zapraszany rzadziej (13 wystąpień). Na podium załapał się, podpisywany jako szef Agencji Informacyjnej, Miłosz Manasterski (145 sekund, 13 występów).

Wśród najczęściej goszczących w „Wiadomościach” ekspertów pojawił się też politolog z Uczelni Łazarskiego - Artur Wróblewski (komentował 11 materiałów) oraz bracia Karnowscy. Michał Karnowski, członek zarządu wydawnictwa Fratria oraz publicysta „Sieci”, wypowiadał się 8 razy przez łącznie 100 sekund. Redaktor naczelny „Sieci”, Jacek Karnowski, miał o jedno wystąpienie mniej, jednak były one dłuższe o 9 sekund.

Inni zapraszani komentatorzy to: socjolog Henryk Domański, historyk Mieczysław Ryba, publicysta „Dorzeczy.pl” Karol Gac, były dowódca GROM gen. Roman Polko, rzecznik Ministerstwa Zdrowia Wojciech Andrusiewicz oraz dziennikarz „Sieci” i wpolityce.pl Jakub Maciejewski. Najsłynniejszy wśród czerwcowych ekspertów, „projektant” Christian Paul, pojawił się raz, a wypowiedź gwarantująca do ogólnopolski rozgłos trwała 10 sekund.

Seweryn Blumsztajn, prezes Towarzystwa Dziennikarskiego, które regularnie monitoruje „Wiadomości”, stawia sprawę jasno. „Nikt już nic nie udaje, komentatorzy tak samo. Od 2-3 lat nie pojawia się tam nikt poza takimi komentatorami. To twór propagandowy, ma mówić jednym głosem. Często to ludzie znikąd, mówią straszne rzeczy” – powiedział w rozmowie z „Press”.

„Prawicowi dziennikarze uważali, że w ogóle nie są zapraszani, w związku z tym teraz biorą zemstę za tamtą sytuację. W tej chwili mamy w telewizji publicznej odcienie dziennikarzy skrajnie prawicowych i bardzo prawicowych, bo nawet już centrowych się nie zaprasza” – komentuje zastępca redaktora naczelnego „Rzeczpospolitej” Michał Szułdrzyński. Zauważa też, że media po każdej ze stron sceny politycznej, zarówno prorządowe, jak i opozycyjne, zamykają się w swoich bańkach.

Często słyszanym kontrargumentem obrońców „Wiadomości” jest opinia, że w TVN czy Polsacie jest analogiczna sytuacja. Potwierdza to politolożka Anna Materska-Sosnowska. Zauważa jednak, że pomiędzy narracją w telewizji publicznej a prywatnej nie można postawić znaku równości.

„Różnica jest taka, że to stacje prywatne, nieopłacane z abonamentu, a telewizja publiczna powinna być publiczna, a takową nie jest. W Polsce telewizja zawsze była upartyjniona, ale nie przypominam sobie takiego przesunięcia” – powiedziała Materska-Sosnowska.

Prezes Towarzystwa Dziennikarskiego nie ma wątpliwości, że to co się dzieje w TVP, to konsekwentny powrót do praktyk sprzed transformacji ustrojowej. „To propaganda najgorszych czasów PRL-owskich: manipulacje, jednostronne informacje, szczucie na ludzi” – podsumowuje Seweryn Blumsztajn.


2020-07-09 naTemat

„Prześcignęliśmy nawet rosyjską telewizję”. Badacz mechanizmów propagandy ocenia „Wiadomości” TVP

– Po pierwszej turze mamy bardzo radykalne zaostrzenie dyskursu w serwisach Telewizji Polskiej. Mam wrażenie, że to może prezydentowi Dudzie raczej zaszkodzić niż pomóc – mówi medioznawca i badacz mechanizmów propagandy z UW dr Łukasz Szurmiński. Choć dla wielu osób treści, które pojawiają się w „Wiadomościach”, wydają się absurdalne, to są i tacy, do których przekaz ten trafia. Dlatego naszego rozmówcę pytamy o wpływ głównego serwisu informacyjnego TVP na wyborcze decyzje Polek i Polaków.

W 2016 roku, w jednym z wywiadów, powiedział pan, że niektórzy oglądają „Wiadomości” dla rozrywki. Nadal tak jest?

Myślę, że chyba nie. Widać, że przekraczane są kolejne granice. Oczywiście cały czas pojawiają się elementy, które budzą szeroki uśmiech na twarzy, tak jak choćby historia sprzed 1,5 tygodnia, której bohaterem był projektant mody Christian Paul. To było tak niewiarygodne, wręcz głupie, że aż śmieszne.

Jednak nasycenie negatywną energią, hejtem, ordynarną propagandą powoduje, że nawet widzowie zaprawieni w bojach mają tego dość. Kiedy zaczęły pojawiać się paski TVP, to trochę tytułem żartu ludzie zaczęli tworzyć własne, często przerysowane i absurdalne, i tagować je oczywiście jako fake'owe. Widać było poczucie humoru twórców i to, że się tym bawią. Natomiast najsmutniejsze jest to, że dzisiaj, kiedy ktoś wrzuca paski „Wiadomości” do sieci, dobrnęliśmy do takiego momentu, że ciężko czasami zorientować się, czy są one fake'ami, czy rzeczywiście coś takiego pojawiło się w głównym serwisie informacyjnym TVP. Co prawda oglądam głównie „Wiadomości”, którym wszyscy poświęcamy dużo uwagi i miejsca, ale przy okazji ostatnich debat oglądałem także TVP Info. Doszedłem do wniosku, że to nam właśnie umyka, ich paski są chyba jeszcze bardziej radykalne. Pojawiają się przez cały dzień jeden po drugim i są agresywne. Zaskakujące jest dla mnie także to, że bardzo mało mówi się i pisze na temat Polskiego Radia 24. Muszę przyznać, że włos jeży się na głowie, tego też nie da się słuchać. Mówimy o radiu informacyjnym, o formacie news and talk. PR24 to jest takie TVP Info przeniesione do radia. Pojawia się tam wszystko, co znamy z telewizji publicznej: dobór ekspertów, prowadzący, sposób opowiadania historii.

Po pierwszej turze wyborów pojawiło się bardzo wiele komentarzy, że na wynik duży wpływ miały właśnie „Wiadomości”. Tak jest rzeczywiście?

Jeśli chcielibyśmy zadać sobie pytanie, na ile ta propaganda i ten język są skuteczne, to punktem wyjścia jest odpowiedź na pytanie, kto jest tego adresatem: czy chodzi o utwardzenie wiernego elektoratu, czy raczej o wyjście poza tę grupę? Proszę zwrócić uwagę, że te przekazy na pewno są skuteczne, bo po pierwsze ludzie zaczęli mówić wspomnianymi już przez nas paskami, po drugie wzrósł znacząco poziom agresji. Widać to na demonstracjach, kiedy spotykają się przeciwnicy i zwolennicy obydwu kandydatów. Te agresywne zachowania tłumu podszyte są językiem materiałów telewizyjnych. W tym sensie moglibyśmy powiedzieć, że ten jad sączy się skutecznie, ale jeżeli teraz postawilibyśmy się w pozycji Andrzeja Dudy jako kandydata na prezydenta, to przecież dzisiaj jego zadaniem numer jeden, przynajmniej w teorii, powinno być wyjście poza swój elektorat, poszerzenie go.

Po pierwszej turze mamy bardzo radykalne zaostrzenie dyskursu w serwisach Telewizji Polskiej. Mam wrażenie, że to może prezydentowi Dudzie raczej zaszkodzić niż pomóc. Rzeczywiście utwardzą swój elektorat i postraszą starsze osoby tym, że LGBT już puka do drzwi, a dzięki temu może zagłosują w drugiej turze. Prawie milion osób z tej grupy, w porównaniu do poprzednich wyborów, nie wzięło udziału w głosowaniu 28 lipca. Natomiast czy ten przekaz trafia do ludzi, którzy się wahają? Do wyborców Kosiniaka-Kamysza, do wyborców Bosaka? Szczerze mówiąc wątpię. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że część wyborców kandydata Konfederacji – niekoniecznie skrzydło narodowe – to wolnościowcy, ludzie z liberalnym spojrzeniem na gospodarkę, to na nich te przekazy też muszą działać jak płachta na byka. Weźmy pod uwagę choćby gospodarskie wizyty premiera, który rozdaje promesy i pieniądze na prawo i lewo, wspierając w ten sposób prezydenta. Wracając do pytania, czy to jest skuteczne czy nie? W ograniczonym zakresie oczywiście tak. Z pewnością wtedy, kiedy chcieliby cementować elektorat, dotrze to także do jakiejś części niezdecydowanych. Natomiast można by robić to dużo inteligentniej. Prezydent i obecna ekipa bardzo dużo by na tym zyskali, gdyby robiono to z głową. A tak myślę, że w niektórych obszarach prześcignęliśmy już nawet rosyjską telewizję.

Na przykład?

Jak sobie pomyślę o dorocznych konferencjach prezydenta Putina, podczas których ludzie mogą zadawać pytania, to czym innym była ta pseudo debata w Końskich? Jedno medium, trochę zwiezionego tłumu, trochę aktywistów partyjnych, pytania czytane z kartek… Komedia.

Czy nie jest trochę tak, że żyjemy w takiej warszawskiej bańce i tu wydaje nam się, że nikt nie jest w stanie uwierzyć w te absurdy? Kiedy okazuje się, że jest inaczej, przecieramy oczy z niedowierzaniem.

Trochę tak. Bardzo często korzystam z Twittera, mało ćwierkam, ale dużo czytam i widzę te emocje, które ludźmi targają, staram się jednak pamiętać, że jest to jednak bańka medialna. Korzystają z tego politycy, dziennikarze i trochę osób spoza polityki, które są tym po prostu zainteresowane. Jednak spora część ludzi, także interesujących się polityką, z takich narzędzi nie korzysta. To jest bańka, ale nie można powiedzieć, że dotyczy to tylko Warszawy, jest to kwestia dużych ośrodków miejskich z trochę lepiej wykształconą częścią elektoratu. Nie jest przecież tajemnicą, jak rozkładało się poparcie dla kandydatów ze względu na wykształcenie, na status materialny itd.

Skąd się bierze takie zaufanie części społeczeństwa do treści, które podają „Wiadomości”? Chodzi o to, że jednak jest to serwis z pewną, nazwijmy to, tradycją?

Myślę, że tak. Cały czas pokutuje to, że jest to jednak najważniejsza antena, że jest to główny program informacyjny nadawcy dla żartu nazwanego publicznym, więc rzeczywiście trzeba brać pod uwagę przyzwyczajenie ludzi. Nie chciałbym, żeby zabrzmiało to aż tak radykalnie, ale proszę zwrócić uwagę, jak wyglądały reklamy na początku lat 90. Ludzie musieli się nauczyć, kilka razy się sparzyć, żeby zorientować się, że przekazy reklamowe jednak są kreacją rzeczywistości. Dla części osób TVP stanowi bardzo istotne źródło informacji. Tutaj znowu mamy doskonałe porównanie do Rosji. W tym kraju od lat 90. prywatyzowano media, ale po 2002 roku powstało kilka podmiotów, które odzyskują te media dla państwa. Kanały, które funkcjonują albo w ogóle nie zajmują się polityką, są czysto rozrywkowe, albo są kontrolowane przez władzę, np. Pierwyj kanał, Rossija, NTV.

Mówię o tym dlatego, że wyniki badań oglądalności w Rosji pokazały – tak samo jak w Polsce, czy w USA – że pokolenia wchodzące na rynek nie oglądają tej klasycznej, linearnej telewizji. W uproszczeniu mowa o pokoleniu Netflixa. Oni żyją w internecie i korzystają z platform streamingowych. Wśród grupy w wieku do 20 kilku lat odsetek zainteresowania dużymi kanałami jest dużo mniejszy niż wśród dorosłych. Stąd wzięła się też ofensywa Kremla nakierowana na media społecznościowe, na blogosferę. Putinowska władza zdała sobie sprawę, że gdzieś obok tworzy się nowy kanał, którego oni nie kontrolują. U nas trochę też to tak wygląda. Starsze pokolenia są przywiązane do klasycznych mediów i na nich właśnie one będą oddziaływać, z kolei wpływ na ludzi młodych ma pewnie głównie Facebook.

Jest jakaś taka granica po której przekroczeniu nawet ci, którzy dziś przyjmują te treści, się obudzą?

Myślę, że telewizję Kurskiego dopadnie ich własna wykreowana rzeczywistość. Będzie identycznie jak z Gierkiem. Propaganda czasu Gierka określana propagandą sukcesu, to naprawdę ciekawy badawczo okres. Przed nim propaganda była siermiężna, akcentowano walkę z wrogiem, był zapluty karzeł reakcji, później amerykański imperializm, następnie niemiecki rewizjonizm itd. W latach 70., a przynajmniej w początkowym okresie, było tak, że mówiono o ludziach dobrej roboty, o menadżerach, podkreślano to, że się rozwijamy, że gonimy Zachód. Co ciekawe, czytałem pewien dokument, wystąpienie Edwarda Gierka zaraz po tym, jak został I sekretarzem, w którym mówił on swojej ekipie, że nie należy rozbudzać zbyt wielkich oczekiwań budując propagandę sukcesu, bo ludzie szybko się rozczarują. Rzeczywiście później było tak, że długofalowo ten czas Gierka był oceniany dobrze, ale Gierek i jego ekipa po zmianie władzy, kiedy I sekretarzem został Kania, zostali radykalnie rozliczeni. Przecież szef telewizji wylądował na Rakowieckiej, a w PRL-u nigdy się takie rzeczy nie działy.

Przypominam, że na przełomie stycznia i lutego tego roku w TVP pojawiała się informacja, że polski LOT – dumna firma, którą Donald Tusk chciał zamknąć – przejmował Condora, czyli niemiecką firmę. Lufthansa także chciała to zrobić, ale to my pokazaliśmy power, będziemy budować lotnisko w Baranowie, będziemy europejskim hegemonem. Minęło kilka miesięcy i okazało się, że z powodu pandemii wszyscy mają gigantyczne problemy. Poszliśmy w taką mocarstwowość, w takie napinanie muskułów, a teraz czytamy coraz więcej tekstów o tym, że ludzie czekają miesiącami na zwrot pieniędzy za bilety. Za chwilę może się okazać, że LOT będzie przekształcony, że go nie będzie, pojawiają się różne informacje… Dopadła władzę ich własna propaganda. Ta wykreowana rzeczywistość dopadnie ich też za chwilę w wielu innych obszarach, zacznie brakować pieniędzy. Sądzę, że wtedy właśnie część ludzi się obudzi. Wolałbym oczywiście, żeby wcześniej ludzie zaczęli sobie zdawać sprawę, że są okłamywani, że są manipulowani, ale mam taką obawę, że wiele osób będzie wierzyło w ten przekaz dopóki w portfelu nie zabraknie pieniędzy. Niestety zakładam, że brakuje w naszym społeczeństwie podstawowego wykształcenia ekonomicznego. Brakuje podstawowej wiedzy dotyczącej tego, że te rozdawane w socjalnych programach pieniądze nie rosną na drzewach. Jeśli dajemy, to skądś trzeba to wziąć. Dopóki manna z nieba nie przestanie padać, to niewiele się zmieni. Kiedy oglądałem „Wiadomości” przed pierwszą turą wyborów, to zawsze mnie to ujmowało, że oni są w stanie znaleźć w ramach sondy ulicznej kilka osób, które mówią, że popierają ten rząd, bo za Tuska to dostawali 20 groszy, a teraz dostają 80 zł, czyli Duda dotrzymuje obietnic.

Użył pan słów manipulacja, kłamstwo, cały czas rozmawiamy też o propagandzie, to są hasła, o których jeszcze kilka lat temu chyba nikt nie myślał w kategoriach obecnych czasów.

Tak, ale chyba jednak nie robi to na ludziach wrażenia. Uczciwie rzecz biorąc, gdybyśmy chcieli powiedzieć o dążeniu do jakiegoś obiektywnego dziennikarstwa, to ono już dawno się skończyło. Głównie mamy do czynienia z dziennikarstwem interpretacyjnym, używam też takiego określenia jak dziennikarstwo plemienne. Oznacza to, że dziennikarze okopali się po dwóch stronach barykady. Nie jest to jednak prawda, że wszyscy kłamią. Zdarza się, że słyszę argument, że za poprzedniej ekipy telewizja też schlebiała rządzącym, też broniła wizerunku prezydenta. Owszem różne rzeczy się działy, można o tym dyskutować, tym bardziej, że jest trochę raportów przygotowywanych dla KRRiT, z których wynika, że wtedy przy okazji relacjonowania kampanii wyborczej wykazywano stronniczość i Polsatu, i TVN-u, i TVP, i Republiki… Ważne jest to, że w ogóle robiono takie badania, że wskazywano, że dzieje się coś złego. Teraz nie ma nic, zero. Rada języka przygotowała raport dotyczący pasków, a KRRiT odpowiedziała, że Sejm będzie nad tym procedował, bo to jest jego kompetencja, a oni się tym nie zajmują, ale tak w ogóle to jest dobrze… Jeżeli organ regulacyjny nie widzi problemu, to moim zdaniem jest to właśnie ogromny problem. Robiłem jakiś czas temu analizę i tak naprawdę paski „Wiadomości” to jest nic w porównaniu do tego, co dzieje się w materiałach. Począwszy od białych, czyli zapowiedzi do materiałów, które czytają prowadzący w studiu, tam bardzo często jest już mocne nacechowanie emocjonalne. Materiały są takimi pięciominutowymi opowieściami złożonymi z suchych informacji, komentarza twórcy materiału, jakiejś sondy ulicznej i wypowiedzi choćby dwóch ekspertów, którzy podbijają tezę. Tak naprawdę telewizja powinna się cieszyć, że wszyscy skoncentrowali się na paskach, a nie na rozbieraniu na czynniki pierwsze materiałów, bo tam dopiero jest zło.

Propaganda jest tak naprawdę grą na wielu fortepianach, żeby było ciekawiej propaganda, w której używamy kłamstwa, ma krótkie nogi. Pamiętam jak 3 lata temu telewizja publiczna i jej programy informacyjne zaczęły się radykalnie zmieniać, wtedy pojawiały się teksty krytyczne na ten temat w tytułach kojarzonych z obecną ekipą np. w „Do Rzeczy”, „w Sieci”. Jednak teraz jest gorzej. Jest to ordynarna propaganda, ale rzeczywiście w dłuższej perspektywie ta wizja świata przez nich wykreowana rozsypie się, jak domek z kart.

Kreowana i słowem…

I obrazem, i danymi, i komentarzem. Czysta emocjonalność. Moim zdaniem jest to po prostu źle robione i dociera do wąskiego audytorium. Na szczęście na to nie wpadli, ale można to zrobić lepiej i skuteczniej. Myślę, że tym elementem, który robi robotę w tych przekazach propagandowych, jest ludyczność, odwołanie się do głosu opinii publicznej, czyli sondy. To jest zaskakujące… Już rok temu było widać, że drożeją różne produkty, a oni byli w stanie znaleźć ludzi, którzy mówili, że w ogóle tego wzrostu cen nie zauważają. Jak pani porozmawia z 30 osobami, to w tym gronie zawsze znajdą się 3 osoby, które tego nie zauważą i im damy głos.

Czy to jest tak, że „Wiadomości” wciąż potrafią pana zaskoczyć lub przerazić?

Zaskoczyć tak. Przykładem są choćby paski z ostatnich dni po wypadku kolejnego autobusu w Warszawie.

Jeden z nich, choć akurat w TVP Info, brzmiał tak: „narkomani z niemieckiej firmy za kierownicą warszawskich autobusów”. Niesamowite połączenie.

To jest bardzo ciekawe. Niemcy są naszym wrogiem od jakichś 3 lat. Od kiedy zbieram paski, a mam je mniej więcej od listopada 2017 roku, to stworzyłem oddzielny folder dla Niemców, drugi jest dla Francji, ale nie całej, bo głównie chodzi o Macrona, trzeci to elity europejskie, Berlin, Bruksela, Paryż. Wypisz, wymaluj propaganda lat 60. Łapię się na tym, że w ciągu dnia słuchając jakichś doniesień, informacji dotyczących tego, co dzieje się w kraju, czasami zastanawiam się, jak oni to wieczorem pokażą. Czy w ogóle coś na ten temat powiedzą, czy powiedzą, ale tak to przekręcą, żeby pokazać, że jest to jednak pozytywne wydarzenie? Tak samo jest w przypadku drugiej tury wyborów, mam wrażenie, że do piątku jeszcze sporo mogą pokazać…

To chyba jest przerażające.

Tak, teraz już jest przerażające. W tym sensie, że kiedyś było źle i trochę się z tego śmialiśmy, trochę kpiliśmy, ale człowiekowi myślącemu racjonalnie wydawało się, że jest jakaś granica, której pewnie nie przekroczą. Okazało się, że jest inaczej. Najpierw atakują polityków opozycji – a są od tego, żeby opisywać rzeczywistość – później okazuje się, że atakują również ich rodziny. Przykładem jest historia z synem Adama Bodnara, która była mocno eksploatowana. Jest multum takich rzeczy, że jakbyśmy 5 czy 10 lat temu zastanawiali czy są możliwe, to powiedzielibyśmy, że nie, że to nie ma prawa się wydarzyć.

Czasami zastanawiam się, tak jak w przypadku tego fikcyjnego projektanta mody, jakimi ścieżkami podążają myśli twórców tych materiałów. Żyjemy przecież w czasach wujka Googla, a to oznacza, że weryfikacja tego, kim jest ten człowiek, potrwa 30 sekund. Czy to zrobił ktoś tak niemyślący, czy może było to trollowanie prezydenta? Na różne sposoby można prezydentowi pomóc, a konkurentom zaszkodzić, ale pomysł, żeby wykreować od zera jakąś postać był idiotyczny, kompletnie bez sensu. Czy nie byli w stanie znaleźć kogoś, kto funkcjonuje na rynku mody i mógłby powiedzieć coś pozytywnego o kreacjach pierwszej damy? Wychodzi na to, że chyba nie.. Jeśli jednak mówimy, że jest to główny program informacyjny w kraju, a tam posuwają się do takich rzeczy, to myślę, że teoretycy propagandy byliby tym zaskoczeni, jak daleko można pójść.

Pewnie jest pan o to często pytany, ale czy dostrzega pan jakieś analogie z czasami minionymi?

Jeśli odwołujemy się do PRL-u, to wiele osób mówi mi, że jest to przesadzone, bo wtedy była jedna telewizja, cenzura, monopartia, SB. Pod tym kątem oczywiście mają rację. Gdy jednak chodzi o dziś tworzony obraz medialny, to jest on z gruntu peerelowski. Mówienie o przeciwnikach, o Niemcach, o Francuzach, jest językiem propagandy Gomułki. Pokazywanie gospodarskich wizyt premiera Morawieckiego i prezydenta Dudy na budowanych autostradach, w fabrykach itd., przywodzi na myśl gospodarskie wizyty Edwarda Gierka. Jak słyszę materiały o opozycji, to widzę telewizję po stanie wojennym. Konstrukcje, używany język, sposób opisu rzeczywistości, to jest wypisz wymaluj przeniesienie tamtej propagandy. Jeszcze przed pierwszą turą oglądałem sześciominutowy materiał dotyczący tego, co się prezydentowi Dudzie udało, i szczerze powiedziawszy chyba rosyjskie standardy już przekroczyliśmy, a zaczęliśmy się zbliżać niebezpiecznie do Korei Północnej.

Mnie przeraża także to, że przekaz ten ma takie przełożenie na agresję, te treści dają niejako przyzwolenie na atakowanie drugiego człowieka. Mam oczywiście na myśli LGBT. Tylko wczoraj czytałam na Facebooku trzy historie ludzi pobitych, oplutych, ludzi, którym zniszczono np. dom.

To jest najbardziej złowroga część tej propagandy. Umówmy się, wszystko to robione jest w imię interesu społecznego, w imię reelekcji Andrzeja Dudy. Mam natomiast wrażenie, że oni nie do końca zdają sobie sprawę z tego, że jeśli bardzo mocno rozbujają te emocje wśród suwerena, to w którymś momencie będą mieli problem, żeby te emocje kontrolować. Nie chciałbym posuwać się za daleko w porównaniach, ale parę podobnych przykładów z historii mamy. Podkreślam, że nie jest porównanie 1:1, ale weźmy pod uwagę czasy rewolucji kulturalnej w Chinach i Hunwejbinów, którzy zaczęli budować tam nowy porządek niszcząc pozostałości starej, tradycyjnej kultury. Efekt był taki, że w końcu wielki przewodniczący musiał wyprowadzić armię, żeby tych Hunwejbinów trochę utemperować, bo wszystko zaczęło się wymykać spod kontroli.

W ubiegłym roku, przy okazji wyborów do europarlamentu, wyborów samorządowych, w mediach publicznych było dużo o tym, że PO jest platformą hejtu, było i o Soku z Buraka, o farmie trolli posła Brejzy, mówiono o kampanii nienawiści. Po kilku, kilkunastu miesiącach – to jest najbardziej przerażające i pokazuje dwulicowość tych mediów – oni sami są siewcami jeszcze większej nienawiści, jeszcze większego hejtu i grania na najniższych instynktach. W ogóle nie robi to na nich wrażenia. To pokazuje też z jakim typem ludzi mamy do czynienia. Najgorsze jest jednak to, że oberwą za to zwykli ludzie, ktoś zostanie opluty, ktoś zwymyślany, a ktoś inny pobity.

Wspomniał pan też, że po pierwsze turze wyborów dostrzega pan radykalne zaostrzenie dyskursu w serwisach Telewizji Polskiej.

Jeśli oglądało się przed pierwszą turą „Wiadomości”, to praktycznie każde wydanie zaczynało się od informacji, że jest jakiś program prezydenta Dudy, że ma on jakieś pomysły, propozycje dla emerytów, dla rodzin, dla ludzi związanych z gospodarką. To się nazywało Plan Dudy. Obok tego oczywiście były materiały mniej lub bardziej, ale krytyczne wobec Rafała Trzaskowskiego. Po pierwszej turze zmieniło się to, ponieważ prezydent zaostrzył retorykę. Ta retoryka jest skierowana przeciwko osobom LGBT, więc wiele wiadomości na ten temat pojawia się także w serwisach TVP.

Zmienił się wydźwięk, bo gdy mówiono o „Planie Dudy”, to było właśnie jak za Gierka, takie budowanie pozytywnych emocji. Oczywiście abstrahuję od tego, ile to miało wspólnego z rzeczywistością. Chodziło o to, żeby pokazać, że prezydent się stara, pomaga, myśli o ludziach. Wydźwięk był pozytywny, choć zestawiony z materiałem krytykującym drugiego kandydata. Teraz gros wystąpień prezydenta bazuje na takiej negatywnej nucie, no i dokręcono śrubę jeśli chodzi o Trzaskowskiego, więc i wydźwięk materiałów zmienił się na negatywny.

Zadziwiające jest także to, że pierwsza tura w „Wiadomościach” była rozgrywką między dwoma kandydatami. Jest pozew Rafała Trzaskowskiego wobec telewizji, ale TVP mogliby pozwać wszyscy kandydaci. Robiłem zestawienie i okazuje się, że np. Hołownia, Bosak, Kosiniak-Kamysz, pojawili się raz, może dwa razy i na ogół też w krytycznym świetle. Przypomnę, że tak w ogóle było 11 kandydatów, a media publiczne powinny w imię pluralizmu pokazywać ich wszystkich.


2020-07-11 oko.Press

Sobotnie „Wiadomości” nie mogły mówić o kandydatach wprost, ale grały stałe tematy swojej propagandy: o męczeństwie narodu polskiego, złych Niemcach, wielkich sukcesach rządu PiS i kolejnym wypadku autobusu w Warszawie, którą rządzi wiadomo kto

”Wiadomości” TVP – które niestrudzenie przez ostatni tydzień agitowały za jednym z kandydatów i zohydzały drugiego — na dzień przed wyborami nie mogły robić tego wprost ze względu na ciszę wyborczą.

Propagandyści z TVP obeszli to ograniczenie w sprytny sposób: zamienili sobotnie wydanie „Wiadomości” (11 lipca) we łzawą opowieść o historycznych cierpieniach i bohaterstwie Polaków (cierpieniach, rzecz jasna, doznawanych ze strony złych Niemców i złych Ukraińców).

Potem podkreślały, że Polska jest dziś – dzięki rządowi PiS – bezpieczna, „jak nigdy wcześniej”. Atakowały także władze Warszawy (ciekawe, czemu akurat to miasto) za brak nadzoru nad kierowcami autobusów miejskich. W „Wiadomościach” właściwie nie było wiadomości, jeśli nie liczyć krótkiego newsa o 29. dorocznej pielgrzymce Rodziny Radia Maryja na Jasną Górę.

Dzieje męczeństwa polskiego Blisko połowę wydania TVP poświęciło cierpieniom Polaków – historycznym. 11 lipca przypada rocznica kulminacyjnego punktu ludobójstwa Polaków na Wołyniu w 1943 roku przez oddziały UPA.

Przypada dziś także rocznica plebiscytu z 1920 roku w ówczesnych Prusach Wschodnich, który Polska sromotnie przegrała – o czym co prawda TVP powiedziała, ale nie podała wyników głosowania (za Polską opowiedziało się 2 proc. głosujących).

“BOHATERSTWO POLAKÓW, HAŃBA NIEMCÓW” – głosił za to pasek TVP, budując typowe dla tego medium emocje wobec największego państwa UE i największego partnera Polski.

„Wskutek niemieckich fałszerstw do Polski powróciło tylko kilka miejscowości” – komentowała TVP, co było tylko w części prawdą. Propaganda i fałszerstwa Niemców były realne, ale także lęk przed Armią Czerwoną (która szła wówczas na Warszawę) i niższym poziomem życia w Polsce – również.

„Historia nie szczędziła nam dramatów i zawirowań, ale z klęsk zawsze się podnosiliśmy” – mówiła prowadząca Edyta Lewandowska.

Później TVP przypomniała jeszcze kolejną rocznicę – rozpoczęcie „Bitwy o Anglię” w 1940 roku, w której polscy lotnicy pomogli Brytyjczykom obronić się przed niemieckim atakiem.

„Jestem dumny z naszej historii, nigdy się nie poddaliśmy” – mówił anonimowy przechodzeń w TVP.

Telewizja pokazała później reklamówkę swojego cyklu „Polska. Tu mi dobrze”, w którym pokazuje „ukochane miejsca i pasje Polaków”.

PiS dba o polskie bezpieczeństwo Cała ta opowieść okazała się pretekstem do opowiedzenia o wywiadzie, którego Donald Trump udzielił “Washington Post”. Powiedział w nim o planach relokacji wojsk amerykańskich z Niemiec, m.in. do Polski (oraz „krajów, które na to zasługują”).

“Bezpieczeństwo Polski jest na wyższym poziomie niż kiedykolwiek wcześniej” – komentowała TVP. Przekaz wyborczy oczywisty.

W Warszawie chaos i kierowcy-narkomani TVP poinformowało także o „kolejnym wypadku z udziałem miejskiego autobusu” w Warszawie. O samym wypadku nie powiedziała prawie nic, pokazując za to nagrania z dwóch poprzednich (o których w ostatnich dniach kampanii stacja mówiła codziennie).

„Dlatego coraz głośniej stawiane są pytania o odpowiedzialności władz Warszawy” – komentowała TVP, nie wymieniając z nazwiska prezydenta stolicy (ale i tak oczywiście wiadomo, o kogo chodzi).

„Kierowca regularnie narkotyzował się. Tak zeznał jego kochanek” – mówiła TVP, podkreślając w ten sposób, że kierowca jest gejem.

TVP wykonało przy tym pewną pracę – odkrywając (cytując Gazeta.pl co prawda) – że wielu kierowców miejskich autobusów „notorycznie łamie czas pracy”. Wynika to z niskich pensji, a te – z systemowego oszczędzania przez władze miasta, które zlecają wykonywanie usług transportowych firmom prywatnym, oferującym najniższe stawki.

„Warszawiacy są pełni obaw, ale miejski ratusz bagatelizuje problem, a urzędnicy bronili narkomana” – mówiły „Wiadomości”, nie dodając, że sprawa wcale nie jest prosta.

Zacytujmy „Wyborczą”: „Z opinii toksykologicznej wynika, że mężczyzna nie kierował autobusem pod wpływem amfetaminy. Jak sam przyznał, miał zażyć środki odurzające, ale kilka dni wcześniej – w piątek 3 lipca.”

“Wiadomości” o tym nawet się nie zająknęły. Zbitka “gej-kierowca-narkoman-niemiecka firma-prezydent Warszawy” była wtłoczona do głowy widzów po raz kolejny.

NIEMIEC GROZIŁ, ŻE ZABIJE POLAKÓW Tak brzmiał pasek przy materiale o sprawie niejakiego Hansa G., przedsiębiorcy z Pomorza, który został oskarżony przez byłą pracownicę m.in. o groźby pod jej adresem.

Sąd Okręgowy w Gdańsku uniewinnił przedsiębiorcę od części zarzutów.

”Ja się pytam, w czyim imieniu orzekają teraz sądy w Polsce” – pytała w TVP pokrzywdzona, a „Wiadomości” taktownie nie postawiły kropki nad „i”.

Oto i kampania wyborcza w trakcie ciszy – TVP grało na tych samych nutach ksenofobii, martyrologicznego pseudopatriotyzmu, szczucia na gejów, Niemców i władze Warszawy. Tych samych, według których grały w poprzednich dniach i które wybrzmiewały w wystąpieniach ubiegającego się o reelekcję prezydenta.

Nie wymieniały tylko nazwisk kandydatów – ale poza tym robiły to samo, co w minionym tygodniu.


2020-07-12 Wyborcza

Monitoring „Wiadomości” TVP. Nie ma agitacji, nie ma informacji

„Wiadomości” tak bardzo zapędziły się w propagandę, że gdy nie mogą agitować, to nie mają o czym mówić. Jakby w kraju i na świecie zupełnie nic się nie działo.

Od kilku tygodni codziennie dziennikarze „Wyborczej” oglądają „Wiadomości”. Monitorowaliśmy, jak główne wydanie najważniejszego dziennika głównej anteny TVP relacjonowało kampanię prezydencką.

Już wiadomo, jak relacjonowało - rażąco stronniczo i szalenie nierzetelne. A po niedzielnym wydaniu jasne jest także, że jak „Wiadomości” nie agitują, to nie mają o czym mówić. Po prostu nie potrafią przygotować materiałów informacyjnych - jakby świata nie było, jakby się w kraju nic nie działo.

Oto, co zaserwowały „Wiadomości” w niedzielny wieczór:

- materiał o 75-leciu obławy augustowskiej, największej sowieckiej zbrodni dokonanej na Polakach po II wojnie;

- materiał o 77. rocznicy pacyfikacji Michniowa (woj. świętokrzyskie) i obchodach Dnia Walki i Męczeństwa Wsi Polskiej;

- materiał o papieżu zasmuconym decyzją prezydenta Turcji Tayyipa Recepa Erdogana o przekształceniu muzeum Hagia Sophia w meczet;

- materiał o umożliwieniu przez TVP przeżywania mszy świętej, co Jacek Kurski ocenia jako „wielkie wyzwanie”;

- materiał o letniej rewii gwiazd w TVP.

Tak wedle „Wiadomości” wyglądają najważniejsze informacje z kraju i ze świata.

Szkoda gadać. Szkoda pisać. Szkoda recenzować.


Przyszłość

2020-07-10 Gazeta.pl

Kaczyński: „Trzeba zmienić sytuację w mediach”. Były premier i ekspert od propagandy komentują

Jarosław Kaczyński w Telewizji Trwam zadeklarował, że „trzeba zmienić sytuację w mediach”. Szef PiS stwierdził, że jego partia potrafi rządzić gospodarką, ale wielu Polakom wmówiono, że jest inaczej. Były premier i ekspert od propagandy skomentowali dla nas te słowa.

Jarosław Kaczyński, podczas wystąpienia w Telewizji Trwam, odniósł się do kwestii związanych z gospodarką i mediami. Szef PiS zapewnił, że jego formacja polityczna jest lepsza w zarządzaniu gospodarką od opozycji. Przyznał jednak, że w badaniach opinii społecznej przedstawiciele obozu władzy oceniani są gorzej od opozycyjnych.

Zdaniem Kaczyńskiego jednymi z winnych takiej sytuacji są media. Zadeklarował jednocześnie, że właśnie z tego powodu potrzebne są zmiany w tym zakresie.

- Wyniki ekonomiczne z lat 2005-2007 […] i lat 2015-2020 wskazują w sposób oczywisty, a to już łącznie jednak siedem lat, że to my jesteśmy tą stroną, która potrafi rządzić gospodarką. Walczymy skutecznie […] z patologiami, a oni nie. Ale we wszystkich badaniach oni są oceniani przez społeczeństwo jako lepiej przygotowani do kierowania gospodarką. Siła mediów jest taka, że nawet wielu naszych zwolenników tak uważa, po prostu im to wmówiono - stwierdził Kaczyński.

- Te wmówienia są nieszczęściem naszych czasów, trzeba zmienić sytuację w mediach. […] My nie chcemy żadnych monopolów, żadnych 90 proc., chcemy zwykłej równowagi. Sądzę, że wtedy nie będzie żadnych wątpliwości, kto Polską będzie rządził - mówił prezes PiS.

Marek Belka komentuje słowa Jarosława Kaczyńskiego

Prezes PiS w swojej wypowiedzi podkreślił również, że pierwsze rządy PiS prowadzone były w trudnej koalicji, a mimo to odniosły sukces. Słowa te skomentował w rozmowie z Gazeta.pl Marek Belka, były premier i minister finansów, prezes NBP.

- Dobra sytuacja w latach 2005-07 jest w całości zależna od polityki gospodarczej koalicji SLD-PSL w poprzednich czterech latach. Trzeba być analfabetą ekonomicznym, żeby sądzić inaczej - stwierdził ekonomista.

Specjalista od propagandy komentuje wypowiedź prezesa Kaczyńskiego. „Polskie media są pluralistyczne” Dr Łukasz Szurmiński, medioznawca, publicysta, ekspert od propagandy, w rozmowie z Gazeta.pl przyznał, że słowa prezesa PiS są zaskakujące dla tych wszystkich, którzy trochę bardziej interesują się sytuacją na rynku mediów.

- Po pierwsze, jeśli chodzi o rynek telewizyjny i radiowy, to media tego segmentu są pluralistyczne, jeśli chodzi o kwestie własności. Na rynku telewizyjnym mamy wszak dwóch dużych graczy z polski (TVP, Cyfrowy Polsat) i jeden koncern amerykański - stwierdził.

Jeśli przyjrzymy się rynkowi tygodników opinii, to przynajmniej trzy tytuły, czyli „Sieci”, „Do Rzeczy” i „Gazeta Polska” wspierają w mniejszym lub większym stopniu obecną ekipę rządzącą i prezydenta Andrzeja Dudę - dodał.

———-

Paweł Kuczyński

  • start.txt
  • ostatnio zmienione: 2020/07/13 09:48
  • przez admin